– Kilkuletnia praca nad tą książką mocno zweryfikowała wiele moich przekonań względem historii i specyfiki terenów wiejskich. Gdyby udało się jej – choćby w bardzo niewielkim stopniu – wpłynąć także na nasze wspólne uprzedzenia czy krzywdzące opinie na temat życia mieszkanek wsi, mogłabym o sobie powiedzieć „autorka spełniona”. Wiele opowieści moich bohaterek zdecydowanie odbiega od stereotypowego wizerunku kobiety wiejskiej w XX w.
Z Antoniną Tosiek, tegoroczną laureatką Nagrody im. Wisławy Szymborskiej oraz Nagrody Literackiej m.st. Warszawy za tom poetycki „żertwy”, na łamach Życia Uniwersyteckiego rozmawiamy o jej najnowszej książce „Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet”.
Jak radzi sobie pani z tym całym zgiełkiem, jaki przyniósł sukces dwóch ostatnich książek?
Przede wszystkim – nadal jestem zaskoczona i nieco onieśmielona tak dużym zainteresowaniem czytelniczym. Sezon nagrodowy „żertw” – mojej drugiej książki poetyckiej – zbiegł się z premierą eseju historycznego „Przepraszam za brzydkie pismo”, więc wszystkie spotkania autorskie czy wywiady musiałam pomnożyć razy dwa. No, może razy półtora, bo zainteresowanie poezją nigdy nie dorówna popularności książek non-fiction. Uwielbiam spotkania z czytelniczkami, chociaż nadal trudno mi uwierzyć, że tyle osób chce ze mną o tej książce rozmawiać, przyjeżdża na spotkania, poświęca mi swój wolny czas. Ale też, nie ukrywam, ostatnie miesiące dały mi w kość, były szalenie pracowite i intensywne, bo pamiętnikarki zjeździły właściwie całą Polskę, byłyśmy i w Sopocie, i w Zakopanem, i w Białymstoku, i w Opolu. Trochę już stęskniłam się za spokojem i klikaniem w klawiaturę przy własnym biurku.
Z czytelniczkami? Czyli, jak rozumiem, głównie kobiety przychodzą na spotkania?
W wywiadach czy tekstach krytycznych o cudzych książkach posługuję się formą żeńską, bo statystycznie to właśnie kobiety najczęściej i najaktywniej uczestniczą w kulturze. Dlaczego miałabym ignorować fakt, że – jak wynika z badań Biblioteki Narodowej – spośród wszystkich osób deklarujących czytanie co najmniej jednej książki rocznie 60% to właśnie kobiety? Ale, oczywiście, „Przepraszam za brzydkie pismo” czytają też mężczyźni, chociaż na spotkaniach autorskich przeważnie są w mniejszości. Często podczas krótkiej rozmowy w puli pytań od publiczności albo w czasie podpisywania książek zdradzają, że zdecydowali się na lekturę ze względu na historie własnych matek albo babć, które wychowały się i pracowały na wsiach. A czasem, co wyjątkowo mnie porusza, proszą o dedykację dla swoich córek.
Czytaj dalej na Uniwersyteckie.pl: Antonina Tosiek. Nie ma ani jednej historii, ani jednej wsi
Fot. Władysław Gardasz
