– Bardzo utożsamiam się ze swoim imieniem – mówi Eva Rufo, gdy się poznajemy. – Tutaj, w Polsce, bardzo często zapisywane jest przez „w”, a to nie to samo – przynajmniej dla mnie, to kwestia tożsamości.
Siedzimy w sali na drugim piętrze bloku B w Collegium Novum. Eva właśnie skończyła zajęcia ze studentami etnolingwistyki, ale ani trochę nie wygląda na zmęczoną. Wprost przeciwnie, energią mogłaby obdzielić wszystkich dookoła. Jej wyrazista, hiszpańska – jakkolwiek patrzeć – uroda, bogata gestykulacja oraz niesamowita otwartość sprawiają, że czuję się wspaniale, nie jestem ani trochę stremowana, mimo że dla mnie Eva Rufo jest osobowością, postacią, którą znam z plakatów: aktorką, aktywistką i promotorką kultury hiszpańskiej w naszym mieście. Prawdę mówiąc, od dawna chciałam się z nią spotkać.
Przychodzę z gotowym scenariuszem na rozmowę, gdy tymczasem Eva od razu mi tę koncepcję burzy i zaczyna, wbrew moim planom, od środka, próbując skierować moją uwagę na dydaktykę. Ścierając tablicę, tłumaczy mi, jak ważny w nauczaniu języka jest kontekst kulturowy, że w literaturze i historii słowa nabierają nowych znaczeń. Słucham tego i wiem, że takie lekcje hiszpańskiego są na pewno wspaniałe. Mimo wszystko jednak tak naprawdę najbardziej interesuje mnie Eva-aktorka, zwłaszcza że oba plany w jej wykonaniu się przenikają. Ale po kolei.
Eva-aktorka
– Od dziecka interesował mnie teatr – mówi. – Już jako czteroletnia dziewczynka tańczyłam na scenie, ale szkoła teatralna wydawała mi się niepraktyczna. W Hiszpanii dominował wówczas teatr klasyczny, a mnie fascynował Jerzy Grotowski, teatr alternatywny, minimalistyczna przestrzeń typu black box, bezpośredni kontakt z widzem itp. – wspomina.
Eva Rufo Sánchez-Román urodziła się w Toledo, gdzie ukończyła studia prawnicze na Universidad de Castilla-La Mancha. Oprócz teatru interesowała się w tym czasie także językami obcymi – angielskim i francuskim – co sprawiło, że w trakcie studiów sporo podróżowała po Europie. Jedna z tych dróg zaprowadziła ją do Poznania a echo tej decyzji pobrzmiewa w spektaklu Heartburn („Zgaga”), w którym grana przez nią postać wyjaśnia taksówkarzowi, że Polskę wybrała nie dla mężczyzny, lecz dla teatru.
Jak wspomina, Poznań pod tym względem okazał się doskonałym wyborem – nie tylko dlatego, że blisko stąd do Wrocławia, gdzie działa Instytut Grotowskiego, lecz także ze względu na możliwości, jakie oferował osobom spragnionym teatru.
Dużo później w jednym z wywiadów Eva Rufo powiedziała, że w tamtym czasie teatr był dla niej wszędzie, odwołując się tym samym do słów swojego drugiego mistrza, Petera Brooka, który w książce „Pusta przestrzeń” podkreślał, że do istnienia teatru wystarczy przestrzeń i człowiek.
Cały artykuł na stronie: https://uniwersyteckie.pl/eva-przez-v
Tekst: Magdalena Ziółek
Fot. Władysław Gardasz

